Co rośnie na płocie ?

wtorek, 26 marca 2019
W zeszłym roku, pewnego majowego popołudnia otworzyłam skrzynkę mailową, a tam zaskoczył mnie temat jednej z wiadomości - A question from Belarus!
Zaskoczona otwieram e-mail...
A tam, czytelniczka dziękuję za inspiracje na blogu oraz pyta co takiego rośnie u mnie na płocie - zaczęłam kombinować o co może chodzić ?! Cóż ja tam mam takiego osobliwego, żeby nie można było rozpoznać. Na szczęście dołączyła zdjęcie i wszystko stało się jasne...

Hortensja pnąca  Hydrangea petiolaris

Czytelniczka pisała, że przetłumaczyła wiele postów by znaleźć jej nazwę, ale nigdzie ani wzmianki ?! Rzeczywiście hortensja przewija się na moich zdjęciach, ale nigdy o niej nie pisałam. Zatem dziś nadrabiam to skandaliczne zaniedbanie i zapraszam na jej portret ;)




Bo w ogrodzie rośnie pnącze...

I to nie jedno ;) W moim rośnie: Winobluszcz trójklapowy Parthenocissus tricuspidata, Winobluszcz pięciolistkowy Parthenocissus quinquefolia, Trzmielina Euonymus fortunei, Glicynia  Wisteria, Bluszcz pospolity Hedera helix oraz ONA - Hortensja pnąca  Hydrangea petiolaris.


Co zadecydowało, że zaczęłam ją faworyzować ?

Po pierwsze - wiosną startuje jako pierwsza. Pozostałe pnącza na tej samej wystawie, te same warunki, a ona pierwsza strzela pąkami.




Dla porównania, na płocie, wczesną wiosną o tym samym czasie...


Winobluszcz trójklapowy Parthenocissus tricuspidata



Trzmielina Euonymus fortunei



 Bluszcz pospolity Hedera helix






Hortensja pnąca  Hydrangea petiolaris


Po tych zdjęciach, nikt się chyba już nie dziwi, dlaczego została moja ulubienicą wśród pnączy ;)



Tutaj poniżej widać na jakim etapie winobluszcz trójklapowy, a na jakim hortensja ;)



Po drugie - wysoka odporność na niską temperaturę. Kiedy przyjdzie solidny wiosenny przymrozek, ona jako jedyna wychodzi z tej opresji bez szwanku, reszta pąków  pnączy zmrożona i wypuszczają ponownie.




Po trzecie - jest urocza. Jej liście rozwijają się wyjątkowo urokliwie, by na koniec przybrać kształt serca, a jej jasny kolor zieleni pięknie rozjaśnia ciemne miejsca.






Po czwarte - pięknie kwitnie. Pięknie i długo. Kwiatostany pojawiają się dość szybko, jeszcze wiosną. W tamtym roku początkiem maja była już pokryta kwiatami. U mnie jeszcze nie ma  jej spektakularnego efektu kwitnienia bo te hortensje mają zwyczaj rozpoczynać kwitnienie po 5-6 latach od posadzenia (fot. 1 na początku posta). To jej jedyna wada - trzeba na kwiaty poczekać.




Po piąte - łatwa w uprawie. Oczekuje półcienistego lub cienistego, zacisznego i osłoniętego od wiatru stanowiska oraz żyznej, wilgotnej gleby o lekko kwaśnym odczynie pH.

Tutaj jej początek, rok 2014.


A tu 2018



Z zielonymi pozdrowieniami

Anna 

Puszczam oko na Białoruś ;)

                                                                        
Zainteresują Cię


Prześlij komentarz


  1. Och, cały post o hortensji - cudownie :) Piękna jest, ale czy pierwsze kwiaty pojawiają się dopiero po 5-6 latach, czy już wcześniej jakieś nieśmiałe, pojedyncze są?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, pojedyńcze i nieśmiałe są od początku, ale na obfitość trzeba zaczekać, ale powiem Ci, że ona ma tyle uroku w sobie i bez kwiatów, że to czekanie całkiem miłe ;)

      Usuń
  2. Mamy ją dobre ponad dziesięć lat.
    Oprócz tego co napisałaś ma wady:) Jest potwornie ekspansywna. Daje masę odrostów u podstawy, pędy niszczą i miażdżą podpory, pnie się po wszystkim co napotka - musimy ją dyscyplinować ostrym cięciem jesiennym.
    No ale tak sie w końcu dzieje przy wszystkich pokazanych przez Ciebie pnączach. Z Mrs Hederą też mamy trzy światy:)
    Inna rzecz że mój ogród powstały na starym, uprawianym przez dziadków warzywniaku , solennie nawożonym obornikiem jakieś 70 lat przez Nich i Tatę to ziemia obiecana dla roślin ozdobnych .
    Pozdrawiam- wieloletnia wielbicielka Twojego uporządkowanego zakątka świata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest dokładnie tak jak piszesz, a wszystkie pnącza po latach nabierając masy miażdzą podpory. Dla mnie największym łobuzem w moim ogrodzie jest jednak glicynia (ponoć królowa wśród pnączy), jest najmłodsza, a robi największe szkody i pcha się wszędzie. Te odrosty u podstawy u hortensji dla mnie akurat sa atutem, lubię je bo pięknie utulają mi zakątki :). Przez to, że u mnie w głębokim cieniu, nie rośnie tak szybko jak inne pnącza, ale co powiem po 10 latach ? ;) Glicynia i pięciolistkowy biją ją na głowę, szczerze, do szału doprowadza mnie dzikie wino ;), a bluszcza postanowiłam zostawić tylko w poziomie. Pnącza są urokliwe, ale kłopotliwe z czasem...Cóż, w ogrodzie zawsze robota, a mało magii ;) A na takiej ziemi obiecanej, to mogę sobie wyobrazić co się dzieje ;) Dziękuję Ci serdecznie za tak konkretny komentarz i za wieloletnie odwiedziny :) A kwitnie Ci pięknie ? Czy rzeczywiście zaczęła po 5-6 latach, czytałam, że lubi nawożenie i wtedy zaczyna szybciej kwitnąć, a skoro u Ciebie taka ziemia...to zapewne gąszcz kwiatów.

      Usuń
    2. U nas kwitła chyba szybko, po 2 latach bodajże.Kwiaty są mniej efektowne niż u jej statecznie posadowionych kuzynek, ale na tle żywej zieleni wyglądają ładnie i zawsze sie wokół nich coś uwija.
      Ja lubie je też późną jesienią kiedy płatki osiągają kolor sepii , ale rozumiem, że twoja ulubiona biel uwodzi Cię bardziej.
      Naprawdę czytam Twojego bloga od lat, z ciekawością "zwiedziłam" bukszpanowy ogród ; bardzo lubię bukszpany -najstarsze dwa po Babci Bronisławie mają na pewno ponad 80 lat...
      Podbiłaś moje serce lustrzanymi panelami- tak pięknych nie mamy ale w naszym zupełnie odmiennym ogrodzie zagościły lustra w różnych miejscach.
      Naśladownictwo to najlepszy komplement,Anno:)
      Podziwiam Waszą konsekwencję, pracowitość ogromną!, Twój smak i styl.
      Wszystkiego dobrego dla Was:)
      Żona Wojtka;)

      Usuń
    3. Po 2 latach powiadasz, zatem nawożenie rzeczywiście może mieć wpływ na jej szybsze kwitnienie. O tak, jesienią też jest nieziemska, u mnie ubrana w złoto ;)
      80-letnie bukszapany, to dopiero muszą być okazy! :)
      Dziękuję za komplementy ;)
      Pozdrawia ciepło żona Sławomira ;)

      Usuń
  3. Ja mam winobluszcz i bluszcz pospolity . Hortensje kupowałam kilka razy i nie mam do niej ręki. Piękny ogród. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O...popatrz, a wydaje się taka bezproblemowa w uprawie, może kwestia stanowiska lub ziemi albo jakiegoś szkodnika ?!

      Usuń
  4. Aniu, przeczytałam kiedyś, że jest dość ekspansywna, tzn.tak mocno penetruje swymi korzonkami podporę, że potrafi odginać deski ze ściany ścian. Czy to prawda? Jakie jest Twoje doswiadczenie? Posadziłam ją 2 lata temu przy północnej ścianie domku na działce , ale się zastanawiam czy jej stamtąd nie zabrać, nie chcę by zniszczyła scianę.
    I drugie pytanie - jak sobie radzi w towarzystwie winobluszczu, walczą o teren, czy żyją w symbiozie? Bo jedyne miejsce na ewentualne przenosiny, to płot obrosniety starym dzikim winem ...
    Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...jak pisałam wyżej w komentarzach, w moim odczuciu wisteria i dzikie wino są bardziej ekspansywne i trudniejsze w opanowaniu. U mnie w towarzystwie bluszczu daje radę, przy dzikim winie raczej się zgubi bo liście ma mniejsze, wino ją zdominuje zwłaszcza jeśli to jakiś starszy okaz. U mnie nic mi jescze nie rozwaliła, a wisteria młodsza i owszem szkód narobiła. Pozdrowienia :)

      Usuń
  5. No dobra, to ryzykuję i w tym roku jeszcze jej nie ruszę spod domku, będę obserwować. Teraz ma takie ładne młode liście 😊
    Dziękuję !

    OdpowiedzUsuń