W styczniu

niedziela, 19 stycznia 2020


Zapraszam

:)

W styczniu rzeczywistość wyglądała tak...


W marzeniach widziałam to tak...




Trzeba było się wysilić by zobaczyć w tym  miejscu potencjał ;)




To nasz wiatrołap, znajduje się tu też wejście do domu od ogrodu.












Od kilku lat marzyła mi się ta roślina...
Ale nigdzie nie mogłam jej dostać.
Wzdychałam sobie do fotografii, na którym ją spotykałam,
podziwiając jej piękne kształty, kolor i fakturę.
Aż tu nagle, całkiem niespodzianie, wczesną wiosną 2019 wpadła mi w ręcę.

:):):)


To szałwia srebrzysta Salvia argentea
O jej uprawie to już w innym poście, z cyklu PORTRETY ROŚLIN





Dobrego tygodnia życzę, 
pełnego kolorowych marzeń

:)

Czytaj dalej »

Marzenia się spełniają...;)

czwartek, 7 lutego 2013

Nie jestem wielką marzycielką...nie chodzę z głową w chmurach...


Marzeń mam...kilka...?!
Niektóre się spełniły...na inne czekam...czekam.......czekam.....
Niektóre...wielkie, niektóre...małe,
Jedne wymagają finansów...inne...cudu ;)

Pamiętam, że od dziecka marzyłam by zmienić... dom;)
Jako mała dziewczynka miałam ''kompleks starego domu'' ;)
Wszystkie moje koleżanki...koledzy mieszkali w takich...pięknych nowoczesnych ''kostkach'' ( hit lat 60...bodajże) a ja w takiej starej chałpie...Było mi wstyd.....:(:(:(
Mój dom był jednym z pierwszych domów wybudowanych w naszej miejscowości.Odbiegał znacznie od architektury, która zaczęła go otaczać...Tak jak pisałam, były to domy w kształcie sześcianów z płaskimi dachami...do tego otynkowane.Czasy komunizmu...taki styl...Dla mnie pięęękny...wtedy...
Jako nastolatka...zaczęłam patrzeć na niego... inaczej.
Zaczęłam doceniać jego kształt...lekko spadzisty dach...
Elewację chciałam dalej zmienić, ze względu na różnicę w cegle przy oknach...co było wynikiem zmian wielkości okien przez moich dziadków...:( Ciągle namawiałam rodziców...na tynkowanie...
Po jakimś czasie na murze pojawił się winobluszcz, który dodawał domu uroku...i osłaniał co trzeba...;)
W końcu polubiłam ceglaną elewację...nawet bardzo...:):):)
Zaakceptowałam go...takim jakim był...:)
Niektórzy potrafili w nim dostrzec jakiś..urok..
ale przykro było mi słyszeć...że dla innych to rudera...
Wiedziałam...że ma potencjał. Widziałam to...! ;)
W mojej głowie...rodziły się pomysły...długi czas....
Nie mam w swoim archiwum wielu zdjęć starej elewacji z czasów jej ''świetności''...gdy dom ginął w winobluszczu... :(

Dziś...spełnienie marzenia małej dziewczynki....
Zapraszam na metamorfozę...naszego staruszka...;) i ogródka przed domem...


Przed liftingiem...mąż zrzucił pnącze bez mojej wiedzy...nie zdążyłam uwiecznić...


Prace rozpoczęły się późną  jesienią 2010


         Pogoda, końcówką października i listopada...
       w tamtym roku była wyjątkowo dla nas przychylna...

                             


Zdążyliśmy z dachem w samą porę...;)


Prace nad  elewacją zakończyły się w maju 2011
(tak dużego...dalmatyńczyka nie widziałam nigdy...;) )


Teraz...czas....na PRZEDOGRÓDEK !!!
Tyle na to czekałam..........!!! 
Tyle na to czekały...bukszpany....!!!
 Kupione początkiem marca...
Byłam dość entuzjastycznie nastawiona do czasu prac....
Nie spodziewałam się,że będą sadzone pod koniec czerwca :(
Już ledwo zipiały...;)

Najpierw przymiarka...czyli wyobraźnia kontra real ;)

     


Fazy tworzenia ciąg dalszy...

O tu... już widać gdzie będzie chodnik...:)



Powstał wreszcie...chodnik.
Można by rzec...w oka mgnieniu... 
Prace nad chodnikiem zakończyły się o 23.00...
A my zamiast iść spać...i pakować się...bo nazajutrz wyjeżdżaliśmy na wczasy...
(na szczęście nie samolotem)
zabraliśmy się za równanie terenu i sadzenie 140 bukszpanów
w świetle reflektorów...
Przydaje się czasem...to oświetlenie studyjne mojego męża...;)
Sadzenie przerwała burza...o 1.00 w nocy...
Czekaliśmy.........ale nie chciała się skończyć...
Poszliśmy spać...nastawiając budziki na 4.00 by dokończyć pracę...
O tej godzinie reflektory nie były już potrzebne..;)
O 9.00 mieliśmy wyjeżdżać na wakacje.
Skończyliśmy...o 8.00
Miałam dość...!!! 
Wyjechaliśmy 11.30...na wypoczynek...
Oj....potrzebowałam go...;)
Bukszpany naprawdę krzyczały już...że chcą do gruntu...;)
Nie mogłam ich zostawić...kolejnych 2 tygodni w tych małych doniczkach z wyjałowioną ziemią...
Poza tym to problem z podlewaniem takiej wielkiej ilości...
w takich malutkich doniczkach...


Tutaj zdjęcia po powrocie z wakacji...i pierwszych postrzyżynach...;)
Pod oknami pojawiły się kosze na kwiaty...


                                                           Teraz kolej na resztę nasadzeń i ''erę żwiru''...
                                                                           Trwało to przeszło miesiąc...
                                                                              Płukanie i zasypywanie...
                                                     Robiłam to praktycznie sama...dlatego  tyle zeszło...
                                                                 Pomocników miałam...z doskoku...;)
                                    


Ostatnie zdjęcie może wskazywać na... finał ?!
Niech Was nie zwiedzie...kadrowanie ;)
Do końca jeszcze....jeszcze....


Teren okazał się bardzo nierówny...?! 
A wcześniej był tu trawnik i nic nie wskazywało na takie różnice w terenie.
Trzeba było dowieźć ziemi i wyrównać

                         

                                                                           Voila...:)


                                                               Teraz tylko...sieje je...



                                                                          Siałam ja....:)

                                           

                                                Nasionka przykryte równą warstwą lepszej ziemi....
                                                                     Widać po kolorze...;)
                                                     Ładny taki dywanik...moi chłopcy stwierdzili,
                                                                      że mógłby zostać na stałe. :)

          

Trawnik powstawał późno...przełom września i października


Wreszcie...
od projektu...do efektu....;)
Przyjechał pan Kowal....i do bukszpanowego zawijaska dołączył zawijas kuty...






Podsumowując....;)






  jesień 2011                jesień 2010

jesień 2011              wiosna 2010


Skończyłam.....wreszcie..........to chyba najdłuższy poooooost ;)
Zdjęcia są bardzo różne...z różnego okresu...
robione różnymi aparatami.

Długo czekałam......
Zaczęła marzyć dziewczynka....

Wszystko ma swój czas i swoją porę...
Nie wszystko można mieć od zaraz...
Życie nauczyło mnie.....czekać
więc
 robię co w mojej mocy...
       i czekam........
..........................................................

Pozdrawiam...
ciepło...cieplej....najcieplej....
:):):)





Czytaj dalej »

Wspomnienia...dom...i kulka ;)

poniedziałek, 31 grudnia 2012
Choć w tytule...kulka na ostatnim miejscu....zaczynam od niej... ;)
Po świętach czuję się trochę jak moje ulubienice...kulki...;)
Nie wiem skąd u mnie ta słabość do kulek....???
Mąż żartuje sobie ze mnie....mówiąc, że  kula to kształt doskonały....a ja ponoć zmierzam do doskonałości...
tzn. moja figura zmierza........................:):):)
Cóż ja na to poradzę....na równi z kulkami kocham słodycze......................:):):)
ale nie o tym chcę dziś pisać.......

Jestem z tych co nie żałują minionych świąt....i nie pakują szybko dekoracji......
Ci co zaglądają na bieżąco wiedzą, że.......mam czaaaaas....;)
Cieszę się tym nastrojem jeszcze przez cały styczeń.
Mieszkam w domu bez kominka.....i migoczące maleńkie lampki rekompensują mi brak ognia w zimowe wieczory........Nie szybko się ich pozbędę....;)
Poza tym kalendarzowa zima przyszła do nas zaledwie przed świętami i trwa do marca....
więc cieszę się tą zimą........i nie chcę myśleć w styczniu o wiośnie...choć ją uwielbiam...

Wszystko ma swój czas i swoją porę......

A teraz to co Tygryski lubią najbardziej.....;)
Przedstawiam moje ulubienice....w towarzystwie światełek....:):):)


Mieszkam  w starym, wielopokoleniowym domu.
Za dwa lata...stuknie mu setka !!! :)
Wybudował go mój pradziadek i zamieszkał z rodzinką, sześciorgiem dzieci...:)
Każdy z tej szóstki..... było trzech synów i trzy córki, założył rodzinę i zamieszkał.......
w tym domu. :)
Każda nowa rodzinka dorobiła się dwójki dzieci...
Prosty rachunek...
Musiało być tu wesoło.....:):):)
Każdy z nich, z wyjątkiem mojego dziadka, dostał kawałek ziemi i wybudował dom, teraz pół ulicy to moja rodzina...
....dlatego...sąsiadów mam świetnych :) 

Po ślubie z mężem, zrobiliśmy remont naszego mieszkania w środku...zewnątrz nic nie ruszaliśmy.

Niestety mój dziadek z babką próbowali go unowocześnić,  zniszczyli ceglaną elewację, zamurowując po dwa okna, robiąc jedno duże, zobaczycie to na zdjęciu, na szczęście skończyli tą twórczość na parterze. ;)

Od tej pory trzeba było kamuflować różnice w cegle winobluszczem, na którego dziadkowie nie chcieli się zgodzić... moi rodzice dali się już namówić... i przytargałam sadzonki...


Ostatnio...dom przeszedł ''lifting'' ;)

Zmiana dachu, nowa elewacja....ale wewnątrz to dalej prawie stuletni dom...
Skrzypiąca podłoga... stare drzwi.... stare drewniane schody.... stare meble....

                                                     Oto staruszek przed ''operacją''.... ;)







a tutaj ''po'', w szacie zimowej.....;)


                                                                                    i zimowe klimaty wokół niego...










Dziś kończy się stary rok......zaczyna Nowy......
(jakoś pasowały mi te zdjęcia mojego starego i ''nowego'' domu...;) )
z tej okazji chcę zaglądającym tu podziękować....
i zadedykować słowa...apostoła Pawła

"Zapominając o tym co za mną...
a zdążając do tego co przede mną....''

Przeszłością....choćby najwspanialszą nie możemy żyć....
Przeszłością trudną i pełną bólu....tym bardziej.....
Idzie NOWE.....:):):)

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO


Czytaj dalej »