Ha ha, a ja mam psa

czwartek, 16 sierpnia 2018
Gdzie ta mała się podziała woła Sławomir.
Mała wyszła zza regału, a na rękach miała psa.
- Chyba nie chcesz go kupić ?
- Zobacz jaki on śliczny
- Ale go nie kupisz ?
-Nie kupisz ? - ponowił pytanie mój szanowny małżonek
- Hmm...chyba jednak tak.
- Żartujesz, nie kupisz go ?!




A ja mam psa,
małego psa, przyniosłam go z...
OBI ;)

Tak to się skończyły zakupy węża ogrodowego ;)





Mam też surfinie ;)





Treść dzisiejszego posta zaczerpnięta z refrenu bardzo starej piosenki zespołu Gawęda A ja mam psa

Moja psina robi furorę na wsi ;)
Przechodnie nawet go fotografują ;)
Sama kilka razy się go przestraszyłam bo wędruję z nim raz tu, raz tam...
Klientów też straszy ;)

Wabi się OBIBOK ;)

Student stwierdził, że zwariowałam.

A ja mam psa, małego psa, dla niego jestem duża

;)

Czytaj dalej »

Niezbyt oczywiste

poniedziałek, 13 sierpnia 2018
Dziś z cyklu ''A ja rosnę i rosnę'' ;)

Na prawo od stołu, między trzmieliną, brzozą, a berberysem i tują,
stworzyłam sobie oś widoką, niezbyt oczywistą.
 Lubię jak w ogrodzie nie wszystko jest oczywiste ;) 






Kiedyś oś widokowa była bardziej oczywista ;)


Pozdrawia oczywiście 

Anna
Czytaj dalej »

Tyły

niedziela, 12 sierpnia 2018
Dzis zapraszam na tyły...;)


A na tyłach skąpo podlewane rabaty i systematycznie podlewany trawnik ;)
Wiecie przez kogo ;)

Miłego odpoczywania życzę w domu czy w ogrodzie,
ja w pracy

;)

Pozdrawia
Pracująca Anna
Czytaj dalej »

Sławomir

piątek, 10 sierpnia 2018
Miłość, miłość w Łabajowie 
nas spotkała...
Mistrzem fotografii jest on,
a ja królową  ogrodu

;)


On zaraził mnie fotografią,
ja wszczepiłam mu pasję do ogrodnictwa.

Dziś współpracujemy w obu płaszczyznach.Wprowadzam go na strony bloga bo zapewne będzie się tu więcej pojawiał, ze względu na to, że coraz częściej uczestniczy w moich zawodowych realizacjach ogrodowych, a i jest współtwórcą naszej zielonej historii. Gdyby nie Sławomir, to zapewne moje zdjęcia nie byłyby tak zielone, zwłaszcza w tym roku ;). Nie mamy systemu nawadniania, wszystko podlewamy ręcznie. Ja mam pod opieką doniczki, Sławek trawnik i rabaty.
I tutaj chciałabym przedstawić moje stanowisko do  spotkanej ostatnio tezy ''Bez systemu nawadniającego nie ma sensu zakładać ogrodu, z góry skazujemy się na porażkę''. Nie zgadzam się z taką opinią, owszem system nawadniający jest wspaniałym wynalazkiem i wyjątkowym sprzymierzeńcem w wysiłkach pielęgnacyjnych ogrodu, ale nie pozbywajmy nadziei na zielony azyl tych, którzy na taki wydatek na początku swojej przygody ogrodowej nie mogą sobie pozwolić. Nasz ogród jest tego najlepszym przykładem. Nie mamy zraszaczy, nie mamy linii kroplującej na rabatach, a jednak jest zielono, ba powiedziałabym nawet, że i bujnie ;)
Powierzchnia naszej działki to 1300m2, przy czym sporo powierzchni zajmuje dom, wybrukowany podjazd oraz garaże. Zdarza mi się ostatnio projektować bardzo duże ogrody i zgadzam się, że przy powierzchni działki między 2000m2, a 5000m2 i kompleksowej realizacji pozostawienie takiego metrażu bez systemu nawadniającego dobrze się nie zakończy, zwłaszcza jeśli ogród zakładany jest latem. Ale...Jeśli ogród, tak jak w naszym przypadku zakładany był etapami, to na każdym etapie człowiek znalazł czas by zadbać o nowo posadzone  rośliny, w następnych latach pojawiały się kolejne, a tamte były już starsze, silniejsze i radziły już sobie całkiem dobrze, nie wymagały już takiej uwagi czyt. podlewania. Nawet zakładanie trawnika zostało podzielone na części, ale pozwoliło nam to bez problemu zadbać o nowo posianą trawę, a różnicy na trawniku nie wypatrzycie, tylko my wiemy co było pierwsze, co ostatnie ;) Oczywiście trzeba mieć plan i zrobić to z głową. Gdybyśmy chcieli wszystko wykonać przy pierwszym podejściu, zapewne by nas to pokonało, człowiek pracuje zawodowo i przecież nie żyje samym tylko ogrodem. Dziś podlewanie skupia się przede wszystkim na donicach i trawniku, rabaty też, ale rzadko, rośliny po prostu muszą sobie radzić i... radzą :)

Dlaczego nie zdecydowaliśmy się na system nawadniający ?

Przyczyna jest jedna. Mamy swoją studnię, ale woda posiada mikro zanieczyszczenia w postaci iłu, który zakleiłby nam dysze spryskiwaczy w ciągu tygodnia. Kolejne próby oczyszczenia tej wody niestety skończyły się fiaskiem, po prostu się nie da. Zatem Sławomir lata z wężem, Anna z konewką ;)

Podsumowując: Jestem zwolenniczką montowania w ogrodach systemów nawadniajacych. Jeśli ktoś może sobie pozwolić na system to nie ma nad czym się zastanawiać, to rewelacyjny pomocnik i komfort, ale można cieszyć się zielenią w swoim ogrodzie i bez systemu nawadniającego. 

Na koniec rada dla czytelniczek: 

Jeśli marzy Ci się ogród zaszczep miłość do ogrodu w małżonku ;)



Pozdrawiam i powodzenia życzę

 ;)

PS. Dla Sławomira ten post to niespodzianka, mam nadzieję, że mnie jeszcze usłyszycie ;)
Szanowny małżonek złapany w kadr podczas prac ogrodowych zatem w uniformie roboczym ;)
Eleganckiego Sławomira można było sobie zobaczyć 1 lipca 2018 ;)



Czytaj dalej »

Łączka na stole

czwartek, 9 sierpnia 2018

W tamtym roku w ogrodzie na stole przez cały sezon cieszyła oko i nos wspominana niedawno Priscilla ;). W tym sezonie jej miejsce zastąpiła odmiana o delikatniejszych i mniejszych kwiatach. Nie pachnie tak cudownie jak jej poprzedniczka, ale zabiera niewiele miejsca, co jest niewapliwie jej wielkim atutem. Niestety kupiłam ją jako ''no name'' Sprzedawca nie potrafił mi udzielić informacji o tej odmianie. Jedno jest pewne, jest to kuzynka petunii ogrodowej - Millon Bells  Calibrachoa.


Dla mnie to nowość !
Nie miałam okazji wcześniej jej spotkać. 
Drobnokwiatowa, kaskadowa piękność urzekła mnie i do koszyczka powędrowały 3 sztuki ;)
Mnóstwo małych kwiatuszków kojarzy mi się z łąką, dlatego nazwałam ją sobie ''łączka'' ;)
A może ktoś z Was zna nazwę tej odmiany ?

Macham z łączki 

;)

PS. Madie, z komentarzy poniżej naprowadziła mnie na trop i znam już  pełną nazwę tej odmiany

Calibrachoa 'MiniFamous Double Lemon'



Czytaj dalej »

Widok z okna studenta

środa, 8 sierpnia 2018
Najładniejszy widok na ogród jest z okna pokoju studenta,
ale student ma ten widok w...
Nie, nie napiszę gdzie, napiszę tylko, że głęboko... ;)


Okno od rana do wieczora i przez całą noc zasłonięte grubą kotarą.
Nie rozumiem tego pokolenia ?!
Nie spodziewałam się, że to niezrozumienie przyjdzie tak szybko.

 :(

Zatem z ciężkim sercem z powrotem zasłaniam okno

Do usłyszenia

:)
Czytaj dalej »